Zarezerwowanie miejsca w Śląskiej Prohibicji okazało się sporym wyzwaniem, ale było tego warte. Restauracja, jak zawsze, wypełniona była po brzegi, a w tle rozbrzmiewała muzyka na żywo. Miejsce tętniło życiem i wręcz przyciągało swoim urokiem.

Na wejściu przywitała nas urocza Marta, która w profesjonalny sposób przekazała nas pod opiekę kelnera. Kelner poświęcił nam tyle czasu, ile potrzebowaliśmy. Znajomy sommelier, jak zwykle, świetnie orientował się w obszernej karcie win i wiedział, jak idealnie połączyć wino z jedzeniem.

Menu przypominało elitarne czasopismo, zachęcające do dokładnego przejrzenia. Na początek zamówiliśmy Sznitkę – chleb na zakwasie, smalec, prażone ziarno i kiszonego ogórka. Smaki przypominały domowe specjały. Ponieważ było już późno, zdecydowaliśmy się na danie główne, aby nie przesadzić z ilością jedzenia.

Miłośnikom mięsa polecamy Głodomóra – burgera z sezonowanej wołowiny, podanego w maślanej bułce z sałatą rzymską, pomidorem, cebulą, majonezem z boczkiem wędzonym i serem mimolette. Dla zwolenników kuchni wegetariańskiej, ale nie tylko, idealny okazał się sznycel z bakłażana w panko, z parmezanem, jajkiem poche od zielononóżki, szparagami i sosem holenderskim. Wszystkie dania były przepyszne i perfekcyjnie sparowane z winami. Była to cudowna uczta, wszystko w punkt.

Tekst: Marzena Czarnota

Dziękujemy za gościnę.

Podobne wpisy