Książka „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak to nie tylko opowieść o kobietach z polskiej wsi. To także czuła, bolesna i prawdziwa kronika kulinarna – o tym, jak jadły, gotowały i przetrwały nasze babki i prababki. To smak historii, który dziś wraca do łask pod postacią chleba na zakwasie, żuru, konkursów kulinarnych i Kół Gospodyń Wiejskich.

Autorka nie tylko oddaje głos kobietom ze wsi, ale też przywraca smak ich życia. A ten był często gorzki, szorstki, ubogi. Żeby zrozumieć, skąd przyszliśmy i czym naprawdę jest „kuchnia regionalna”, warto sięgnąć właśnie po tę książkę. Bo opowieść o chłopkach to także opowieść o chlebie, fusierze, cebuli z solą – o jedzeniu, które nie miało być modne. Miało karmić.

Czytając Chłopki, uświadamiamy sobie, jak mało wiemy o losach naszych prababek i jak niewiele pamiętamy z ich codzienności. A przecież w ich garnkach kryje się nie tylko smak przeszłości, ale i cała historia społeczna – opowieść o biedzie, zaradności i niezwykłej kreatywności.

Kuchnia z konieczności, nie z wyboru

W dzisiejszym świecie „chłopskie jadło” to stylizacja – rustykalne wnętrza, lniane obrusy, pajda chleba ze smalcem i kiszonym ogórkiem. Tymczasem bohaterki Chłopek gotowały, by przeżyć – nie po to, by celebrować smak. Ich kuchnia była biedna, ale prawdziwa. Składała się z ziemniaków, grochu, mleka, mąki, czasem kapusty albo zielska zebranego w polu. I choć dziś modne staje się „zero waste”, one żyły tą zasadą z braku alternatywy.

Zapomniane smaki dzieciństwa: fusier, prażuchy, żur

Wspomnienia z książki pokazują, jak wielką wartość miało jedzenie. Dzieci cieszyły się z fusiera – mleka zagotowanego z mąką, czasem z dodatkiem cukru. Proste? Banalne? Dla nich to był luksus. Gdy dziś odtwarzamy takie przepisy z sentymentem, warto pamiętać, że dla wielu było to jedyne ciepłe danie dnia.

Fusier (współczesna wersja):

  • 2 szklanki mleka
  • 2 łyżki mąki (pszenna lub żytnia)
  • 1 łyżka cukru
  • szczypta soli
  • opcjonalnie: łyżeczka masła, cynamon lub odrobina wanilii

W garnku zagotuj mleko. Mąkę wymieszaj z odrobiną zimnego mleka, aby nie było grudek, po czym wlej do gotującego się mleka. Mieszaj energicznie, aż całość zgęstnieje. Dodaj cukier, opcjonalnie masło czy cynamon. Jedz na ciepło – najlepiej z zamkniętymi oczami i wyobraźnią pełną pól, słońca i dziecięcego śmiechu.

Wśród dań wspominanych w książce pojawiają się także:

  • żur na zakwasie, trzymanym w kamionce,
  • prażuchy – ziemniaki rozgniatane z mąką i skwarkami,
  • kluski na parze, placki ziemniaczane, kapusta duszona godzinami,
  • kompoty z dzikich owoców zbieranych przez dzieci.

Przepis z książki „Chłopki”: ziemniaki z zieleniną i kwaśnym mlekiem

Źródło: Joanna Kuciel-Frydryszak, Chłopki. Opowieść o naszych babkach, Wydawnictwo Marginesy, 2023, s. 215.

„Najlepsze były młode ziemniaki z koperkiem i cebulą, do tego kwaśne mleko – zimne, gęste, prawie jak zsiadłe.”

Propozycja odtworzenia:

  • młode ziemniaki, ugotowane w osolonej wodzie
  • 2–3 łyżki świeżego koperku
  • 1 mała cebula (biała lub czerwona), drobno posiekana
  • 1 łyżeczka masła (opcjonalnie)
  • sól do smaku
  • podawać z zimnym zsiadłym mlekiem lub kefirem

Chleb – od biedy do luksusu

W „Chłopkach” chleb pojawia się często – jako podstawa codziennego jedzenia, ale też symbol statusu. Dla kobiet ze wsi jego wypiek był aktem ciężkiej pracy, rytuałem, który wymagał czasu, siły i odpowiedzialności. Często piekły raz na tydzień lub dwa, w wielkich piecach, bo nie mogły sobie pozwolić na marnotrawstwo.

Co ciekawe – kiedyś to chleb jasny, pszenny, był luksusem – trafiał na stoły ziemian i miejskich elit. Ciemny, żytni, grubo mielony chleb jedli biedni i służba. Dziś ten trend się odwrócił: wracamy do chleba na zakwasie, z razowej mąki, wypiekanego rzemieślniczo.

Koła Gospodyń Wiejskich – strażniczki smaku i pamięci

Od lat 50. i 60. XX wieku, Koła Gospodyń Wiejskich stały się nie tylko instytucjami integracji społecznej, ale też archiwami smaków. To one jako pierwsze zaczęły dokumentować lokalne przepisy, prowadzić konkursy kulinarne, organizować degustacje na dożynkach i festynach. Dzięki nim przetrwały receptury na regionalne dania: pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem, ciasta drożdżowe, sery, kiszonki, zupy sezonowe.

To one uczyły, jak robić zakwas, kisić kapustę, smażyć powidła. Przez dekady ich rola była marginalizowana. Dziś wracamy do nich z szacunkiem – bo nikt tak jak one nie zna kuchni z przekazu ustnego.

Konkursy kulinarne i narodziny kuchni regionalnej

Na bazie tych tradycji zaczęły powstawać pierwsze konkursy kulinarne: na nalewki, na chleb, na ciasta, na zupę roku. Z czasem rozwinęły się w profesjonalne festiwale i przeglądy kuchni regionalnej. To był moment, gdy „wiejskie gotowanie” stało się stylem.

Podsumowanie: pamięć smaku

„Chłopki” to lektura, która zmienia. Również smakowo. Pokazuje, że dziedzictwo kulinarne to nie tylko stare przepisy, ale historie kobiet, które je tworzyły. I nie miały wyboru, tylko misję: wykarmić, przechować, przetrwać. Przypomina, że za każdą potrawą stoi kobieta. Często milcząca, zapomniana, niewidzialna. To dzięki niej przetrwała rodzina, wieś, tradycja. Dzięki niej dziś możemy mówić o kulinarnym dziedzictwie.

Dziś możemy upiec razowy chleb, ugotować żur, odtworzyć fusier – nie z biedy, ale z potrzeby pamięci. A potem wznieść kieliszek polskiego wina za wszystkie kobiety, których kuchnia była milczeniem. Teraz może być głosem.

Podobne wpisy